Setki motyli unosiły się ponad kwiatami porastającymi pobocze bieszczadzkiej leśnej drogi. Mimo, że miałem ze sobą cyfrówkę i nie musiałem liczyć się z materiałem, zrobiłem tylko jedno zdjęcie.
Zdjęcie stwarza nieodparte wrażenie, że motyl jest wklejony w tło w programie graficznym. Zapewniam jednak, że nie bawię się w ten sposób obrazem. Sprawia to jednak, że czekam wiosny i możliwości zapolowania na lepsze ujęcie rusałki.
Podczas rodzinnego popasu w Szarlocie wstałem o świcie, by dokonać tradycyjnego rekonesansu. Po powrocie do ośrodka, znalazłem na jego terenie świeżo wykutą dziuplę dzięcioła. Postanowiłem poczekać w pobliżu na właściciela. Nie maskowałem się tylko po prostu usiadłem na ławce z aparatem wycelowanym w dziuplę. Po półgodzinnym oczekiwaniu pojawiła się para dzięciołów zielonych.
Cierpliwość została wynagrodzona. Tylko ta jakość, te szumy, ta [nie]ostrość... Ach, gdybym tylko miał dłuższe szkło do lustrzanki...